|
Pracownicy żarskiego starostwa zastanawiają się, ile
karpiowego dostaną na święta.
- No to z „Gazety Regionalnej” dowiedzą się, że nie dostaną
nic – zapowiada starosta Marek Cieślak.
Kiedy 5 lat temu Edward Skobelski został starostą i zastąpił
M. Cieślaka, przez jego kadencję z urzędu odeszła jedna
osoba - na emeryturę. Kiedy M. Cieślak w ubiegłym roku znowu
zmieniał wartę, przez 12 miesięcy odeszło siedmiu
urzędników.
Ile osób pracowało w urzędzie, kiedy pod koniec ubiegłego
roku został pan starostą, a ilu pracuje teraz?
Jak przyszedłem, zastałem 88,5 etatu oraz 11 etatów w
referacie dróg powiatowych, czyli łącznie było 99,5 etatu.
Nasza redukcja doprowadziła do 92, które mamy obecnie.
Kiedy pan przyszedł, pracownicy zaczęli odchodzić na
emeryturę, mówiło się „Cieślak wymiata”. Zlikwidował pan
referat dróg, odszedł jego kierownik, księgowa i sekretarka.
Zlikwidował pan wydział zdrowia, jego naczelniczkę zrobił
zwykłym specjalistą, poszukała sobie innej pracy. Zwolnił
pan rzecznika prasowego…
To jest jakaś spiskowa teoria. Odchodzili na emeryturę od
trzech lat i odeszli. W roku 2006 były nawet dla nich
zaplanowane odprawy, ale zamiast je wypłacić, pan starosta
dał wszystkim podwyżki, czyli skonsumował zaplanowany
budżet, a skutki przeniosły się na rok bieżący i lata
następne. W 2007 r. na emeryturę odeszło w sumie 6 osób.
Jedną osobę zwolniłem, panią rzecznik, zaproponowałem jej
inną pracę, spróbowała i zrezygnowała. Kolega przyjął do
pracy rzeczniczkę i też piszecie, że źle zrobił. Podkreślam,
że nikogo nie zmuszałem do odejścia na emeryturę, emerytura
jest przywilejem, a nie obowiązkiem.
A nikt pana nie oskarża?
Nie. Pożegnaliśmy emerytów z kwiatami. Jeżeli ktoś twierdzi,
że ja go „wysłałem” na emeryturę, to niech mi to powie
prosto w oczy W ramach oszczędności, zlikwidowałem wydział
zdrowia. Nie był potrzebny, teraz zdrowiem zajmuje się jedna
osoba. Była pani naczelnik wygrała konkurs i odeszła. Miała
wybór: być specjalistą w starostwie czy dyrektorem w żłobku,
i wybrała.
Po cięciach zaczął pan zatrudniać.
Zatrudniłem 4 nowe osoby. Zastąpiłem ludzi, którzy odeszli.
Stworzyłem tylko jedno nowe stanowisko w wydziale spraw
społecznych - to jest człowiek do współpracy z otoczeniem.
Zajmuje się ważnymi sprawami, organizuje spotkania,
konferencje, uniwersalny pracownik. Oceniam jego pracę
pozytywnie dlatego kilka dni temu podpisałem z nim umowę na
czas nieokreślony.
Ale ten uniwersalny człowiek jest synem pana przyjaciela.
Nie przyjaciela, tylko znajomego.
Ale nową sekretarką została córka pana przyjaciela
zapaśnika.
W sekretariacie pracuje córka mojego przyjaciela, to prawda.
Przyzna pani, że parzy bardzo dobrą kawę? To jest córka
mojego przyjaciela i co z tego? Wygrała konkurs do pracy w
Wydziale komunikacji, Biorąc wyniki, jakie uzyskała, komisja
ją zarekomendowała jako osobę wyjątkową, przeniosłem tę
panią do sekretariatu i dobrze zrobiłem.
Czyli nie było odrębnego konkursu na sekretarkę?
Nie było.
Nie boi się pan oskarżeń, że zatrudnia pan znajomych?
No Boże mój, równie dobrze mogę powiedzieć: A co tutaj, w
starostwie, robi żona bratanka pana Skobelskiego? Wczoraj
powołałem ją na naczelnika wydziału budżetowego, jest
świtnym pracownikiem. Przy ogłaszaniu konkursów powinno się
zastrzec, że wykluczeni zostaną ci, którym udowodni się
znajomość ze starostą do trzech pokoleń wstecz. Żary są
niewielkim miastem, ja tu żyję od 30 lat i mam mnóstwo
znajomych. Przez moje ręce w zapasach przeszło kilka tysięcy
ludzi. Mają dzieci, rodzeństwo rodziców itd.
Ot, choćby teraz, na stażu jest u nas, zapaśniczka,
mistrzyni Europy. Czy miałem jej odpowiedzieć: Nie przyjmę
pani, bo się znamy?
W starostwie zatrudniamy zgodnie z prawem, Jak złamię prawo,
to poniosę odpowiedzialność.
Jak się panu pracowało w starostwie przez ten rok? Kogo z
pracowników by pan pochwalił?
Musiałbym wyliczyć wszystkich 92 pracowników.
A jak mija pan pracownika na korytarzu, to….
Podaję mu rękę.
Pracownicy mówią, że trzyma pan ich na dystans, że w
rozmowie czuje się wyższość i jest się na przegranej
pozycji.
Którzy? Nie fraternizuję się ze wszystkimi, to prawda,
niektórych znam od wielu lat, nawet od dziecka. Zawsze mam
czas dla pracowników. Nie jestem nadto wylewny. Nie rzucam
się wszystkim na szyję.
Wśród pracowników zaczynają się rozmowy o karpiowym.
Jakie ono będzie w tym roku?
Nic o tym nie wiem. Nagród nie będzie, bo nie ma pieniędzy.
Z funduszu socjalnego dzieci pracowników już dostały
paczki.. Jest taka sytuacja, jaka jest. Trudna. Wszyscy
ponosimy skutki nie podjętych kiedyś decyzji.
Ale pracownicy zastanawiają się, ile dostaną na święta.
No to z „Gazety Regionalnej” dowiedzą się, że nie dostaną
nic.
A Wigilia z pracownikami?
Też jej nie będzie. Uważam, że Wigilia, to święto w gronie
rodziny. Będzie zaś lampka szampana w Sylwestra.
Dziękuje za rozmowę.
Rozmowa A. Czyżewskiej z M. Cieślakiem
- wersja autoryzowana |