STANOWISKA OPINIE KOMENTARZE

< powrót

 

PRASA

ZDROWIE, SZCZEPIENIA
Artykuł w Gazecie Prawnej z 27.01.2009, w tym wypowiedzi starosty Marka Cieślaka  więcej...

CO SIĘ U PAŃSTWA ZMIENIŁO?
Przekształcenia szpitali w spółki samorządowe. Artykuł w Miesięczniku Rynek Zdrowia, marzec 2009  więcej...

 
 

Rozmowa z Markiem Cieślakiem, Starostą Powiatu Żarskiego

Pracownicy żarskiego starostwa zastanawiają się, ile karpiowego dostaną na święta. 
- No to z „Gazety Regionalnej” dowiedzą się, że nie dostaną nic – zapowiada starosta Marek Cieślak.
Kiedy 5 lat temu Edward Skobelski został starostą i zastąpił M. Cieślaka, przez jego kadencję z urzędu odeszła jedna osoba - na emeryturę. Kiedy M. Cieślak w ubiegłym roku znowu zmieniał wartę, przez 12 miesięcy odeszło siedmiu urzędników.

Ile osób pracowało w urzędzie, kiedy pod koniec ubiegłego roku został pan starostą, a ilu pracuje teraz?

Jak przyszedłem, zastałem 88,5 etatu oraz 11 etatów w referacie dróg powiatowych, czyli łącznie było 99,5 etatu. Nasza redukcja doprowadziła do 92, które mamy obecnie.

Kiedy pan przyszedł, pracownicy zaczęli odchodzić na emeryturę, mówiło się „Cieślak wymiata”. Zlikwidował pan referat dróg, odszedł jego kierownik, księgowa i sekretarka. Zlikwidował pan wydział zdrowia, jego naczelniczkę zrobił zwykłym specjalistą, poszukała sobie innej pracy. Zwolnił pan rzecznika prasowego…

To jest jakaś spiskowa teoria. Odchodzili na emeryturę od trzech lat i odeszli. W roku 2006 były nawet dla nich zaplanowane odprawy, ale zamiast je wypłacić, pan starosta dał wszystkim podwyżki, czyli skonsumował zaplanowany budżet, a skutki przeniosły się na rok bieżący i lata następne. W 2007 r. na emeryturę odeszło w sumie 6 osób. Jedną osobę zwolniłem, panią rzecznik, zaproponowałem jej inną pracę, spróbowała i zrezygnowała. Kolega przyjął do pracy rzeczniczkę i też piszecie, że źle zrobił. Podkreślam, że nikogo nie zmuszałem do odejścia na emeryturę, emerytura jest przywilejem, a nie obowiązkiem. 

A nikt pana nie oskarża?

Nie. Pożegnaliśmy emerytów z kwiatami. Jeżeli ktoś twierdzi, że ja go „wysłałem” na emeryturę, to niech mi to powie prosto w oczy W ramach oszczędności, zlikwidowałem wydział zdrowia. Nie był potrzebny, teraz zdrowiem zajmuje się jedna osoba. Była pani naczelnik wygrała konkurs i odeszła. Miała wybór: być specjalistą w starostwie czy dyrektorem w żłobku, i wybrała. 

Po cięciach zaczął pan zatrudniać.

Zatrudniłem 4 nowe osoby. Zastąpiłem ludzi, którzy odeszli. Stworzyłem tylko jedno nowe stanowisko w wydziale spraw społecznych - to jest człowiek do współpracy z otoczeniem. Zajmuje się ważnymi sprawami, organizuje spotkania, konferencje, uniwersalny pracownik. Oceniam jego pracę pozytywnie dlatego kilka dni temu podpisałem z nim umowę na czas nieokreślony.

Ale ten uniwersalny człowiek jest synem pana przyjaciela.

Nie przyjaciela, tylko znajomego.

Ale nową sekretarką została córka pana przyjaciela zapaśnika.

W sekretariacie pracuje córka mojego przyjaciela, to prawda. Przyzna pani, że parzy bardzo dobrą kawę? To jest córka mojego przyjaciela i co z tego? Wygrała konkurs do pracy w Wydziale komunikacji, Biorąc wyniki, jakie uzyskała, komisja ją zarekomendowała jako osobę wyjątkową, przeniosłem tę panią do sekretariatu i dobrze zrobiłem.

Czyli nie było odrębnego konkursu na sekretarkę?

Nie było.

Nie boi się pan oskarżeń, że zatrudnia pan znajomych?

No Boże mój, równie dobrze mogę powiedzieć: A co tutaj, w starostwie, robi żona bratanka pana Skobelskiego? Wczoraj powołałem ją na naczelnika wydziału budżetowego, jest świtnym pracownikiem. Przy ogłaszaniu konkursów powinno się zastrzec, że wykluczeni zostaną ci, którym udowodni się znajomość ze starostą do trzech pokoleń wstecz. Żary są niewielkim miastem, ja tu żyję od 30 lat i mam mnóstwo znajomych. Przez moje ręce w zapasach przeszło kilka tysięcy ludzi. Mają dzieci, rodzeństwo rodziców itd.
Ot, choćby teraz, na stażu jest u nas, zapaśniczka, mistrzyni Europy. Czy miałem jej odpowiedzieć: Nie przyjmę pani, bo się znamy? 
W starostwie zatrudniamy zgodnie z prawem, Jak złamię prawo, to poniosę odpowiedzialność.

Jak się panu pracowało w starostwie przez ten rok? Kogo z pracowników by pan pochwalił?

Musiałbym wyliczyć wszystkich 92 pracowników.

A jak mija pan pracownika na korytarzu, to….

Podaję mu rękę.

Pracownicy mówią, że trzyma pan ich na dystans, że w rozmowie czuje się wyższość i jest się na przegranej pozycji.

Którzy? Nie fraternizuję się ze wszystkimi, to prawda, niektórych znam od wielu lat, nawet od dziecka. Zawsze mam czas dla pracowników. Nie jestem nadto wylewny. Nie rzucam się wszystkim na szyję.

Wśród pracowników zaczynają się rozmowy o karpiowym. Jakie ono będzie w tym roku?

Nic o tym nie wiem. Nagród nie będzie, bo nie ma pieniędzy. Z funduszu socjalnego dzieci pracowników już dostały paczki.. Jest taka sytuacja, jaka jest. Trudna. Wszyscy ponosimy skutki nie podjętych kiedyś decyzji.

Ale pracownicy zastanawiają się, ile dostaną na święta.

No to z „Gazety Regionalnej” dowiedzą się, że nie dostaną nic.

A Wigilia z pracownikami?

Też jej nie będzie. Uważam, że Wigilia, to święto w gronie rodziny. Będzie zaś lampka szampana w Sylwestra.

Dziękuje za rozmowę.
 
 
Rozmowa A. Czyżewskiej z M. Cieślakiem - wersja autoryzowana